Myśloodsiewnia #2: Jak zrobić, żeby się narobić.

Znacie to uczucie kiedy bardzo, ale to bardzo, chcecie coś powiedzieć, ale nie chcecie wyjść na chama/gbura/męczydupę? Po angielsku zaczyna się takie zdanie od ‚I don’t want to be a bitch about it, but…’ No cóż, ja właśnie staram się to uczucie poznać i nie jest łatwo. Może dlatego, że jestem urodzoną suczą. Ale może również dlatego, że ludzie potrafią bez zająknięcia łamać wszystkie święte dla mnie zasady. Na przykład tę, że na spotkania przychodzi się przygotowanym. Nie zadaje się debilnych pytań o podstawowe kwestie. Że profesjonalizm ponad wszystko. Nawet, jeśli robimy coś za friko.

Czytaj dalej „Myśloodsiewnia #2: Jak zrobić, żeby się narobić.”

Amsterdam Fringe Festival 2015

Ostatni raz przydarzyło mi się to po LubMUNie. Wtedy też poczułam się tak nagle chora, mimo wulkanu energii którym byłam jeszcze chwilę wcześniej. Dosłownie opadły mi wtedy witki (za dużo Pocahontas się jako lekarstwo naoglądałam). Włożyłam w ten projekt setki nieprzespanych nocnych godzin, energii którą czerpałam wtedy chyba ze słońca i kilogramów nie tak do końca zbędnej wagi. Ale to były jedynie fizyczne objawy tego, że włożyłam w ten projekt cząstkę mojej duszy.

Czytaj dalej „Amsterdam Fringe Festival 2015”