Miłość, śmierć i winyle, czyli sztuka współczesna, którą da się zrozumieć.

Już dawno temu pogodziłam się z faktem, że muzea sztuki współczesnej są dla mnie w dużej części rozczarowujące. Problemy zwykle są dwa: albo nie umiem zrozumieć, o co w danym dziele chodzi, albo po prostu nie robi ono na mnie wrażenia. Chodzę więc dookoła myśląc, co ja tu robię, o co w tym chodzi i co pomyślą o naszych czasach przyszłe pokolenia. Aż tu nagle, znikąd, pojawia się TO dzieło. TA wystawa. Jedne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Ścina mnie z nóg i więzi wszystkie głupie pytania w gardle. I wtedy wiem już, po co zrobiłem wcześniejsze kilometry po schodach i korytarzach.

Czytaj dalej „Miłość, śmierć i winyle, czyli sztuka współczesna, którą da się zrozumieć.”

Czego autor nie miał na myśli?

To co autor miał na myśli, czego nie miał, a co sądzą na ten temat wyjątkowe-specjalistki-panie-polonistki to temat rzeka jeśli wziąć pod uwagę wszystkie anegdotki, merytorycznie natomiast to sadzawka, jak nie kałuża. Całkiem zresztą już rozchlapana przez ciągłe się w niej taplanie. A nie, tapla się przecież w błocie… No to bardzo błotnista, rozchlapana kałuża. Myślałam sobie, ciągnąc to niezbyt udane porównanie, że mam tę ciapalagę już za sobą, kiedy oddałam ostatni arkusz matury z języka polskiego. Poczułam się z tym faktem tak pewnie, że popełniłam ten niewybaczalny błąd i zaczęłam czytać tabliczki z opisami dzieł sztuki zamieszczane w muzeach.
Czytaj dalej „Czego autor nie miał na myśli?”

LandArt Festiwal

Nie znoszę kiedy łącząc dwie najulubieńsze rzeczy słyszę zgrzyt. No bo jak to tak? Ananas i pizza? <zgrzyt> Amsterdam i poruszanie się autem? <zgrzyyyt> Teatr i… tu chciałam dać <dźwięk złomowania TIRa>, ale dla mnie teatr łączy się ze wszystkim. Kilka dni temu usłyszałam natomiast w mojej głowie głośny zgrzyt dla połączenia ‚sztuka współczesna i wiejski krajobraz’. Niespodziewany i zaskakujący. I jeszcze głośniejsze „No ale jak to tak?!”.

Czytaj dalej „LandArt Festiwal”