O moim pierwszym razie z holenderskim szowinizmem.

Na przeciwko mieszkania J. otworzyli nową kawiarnię o wdzięcznej nazwie ‚Kolory’. Jako że napis na szybkie okiennej głosił ‚sztuka i kawa’, postanowiliśmy wypróbować ją jako miejsce do pracy, czytaj: antidotum na momenty, kiedy w domu nie ma już co scrollować na fejsie, a Ty nie zacząłeś roboty. No taka zmiana kontekstu powiedzmy.

No więc wchodzimy, uzbrojeni w książki, zakreślacze, laptopa i tego typu sprawy. Pustka. Pustka to nigdy nie jest dobry znak, ale jako że miejsce jest jeszcze bardzo świeże, postanowiliśmy się tym nie przejmować. Wyglądający na brzuchatą pięćdziesiątkę Pan skończył rozmowę prze telefon, przeprosił na za ignorowanie i przyjął do wiadomości, że chcemy dwa najzwyklejsze Cappuccino. I zaczął śpiewać. Tak, zupełną ciszę lokalu przeszyło niezbyt udane zawodzenie jakiegoś hitu z radia. Ej, urocze, nie?

Czytaj dalej „O moim pierwszym razie z holenderskim szowinizmem.”

Pro-tip, kierujący gatunek męski ku permanentnemu szczęściu.

Ostatnio w rozmowie z tatą uderzył mnie fakt, że przy całej mojej bezpośredniości , asertywności i bezpardonowości, a czasem nawet niektórzy powiedzieliby – perfidii, wypowiedziałam frazę: Nie, nie powiem mu tego przecież, bo nie chcę się znowu czepiać.

Jeśli jesteś facetem i uważasz, że nieczepiające i nienarzekające kobiety to wymarły gatunek oraz że baby nigdy nie mówią o co im chodzi, to jesteś sam sobie winny, że ten rodzaj kobiet to biały kruk wśród związków. A teraz spróbuję wytłumaczyć Ci, jak chłop krowie na rowie, dlaczego.

Czytaj dalej „Pro-tip, kierujący gatunek męski ku permanentnemu szczęściu.”

Jesteś warta więcej.

Mijałam kiedyś w nocy, wracając z imprezy, parę. Ona siedziała na środku chodnika i dławiła się wręcz płaczem. On stał nad nią i nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić. Próbował ją podnieść, próbował coś mówić, ale na jego twarzy widniała raczej obojętność. Przeszło mi przez myśl, że może robi jej krzywdę i przez dłuższą chwilę obracałam się przez ramię żeby sprawdzić, czy wszystko z nią OK. Ale on stał po prostu obok niej, patrzył się w przestrzeń, a ona na przemian płakała i krzyczała na niego.

Co za szopka.

Czytaj dalej „Jesteś warta więcej.”

Wiosenny Share Week

Wiem, że danego bloga będę czytać regularnie, jeśli wchodząc na niego pierwszy raz po jednym tekście czytam kolejny i kolejny, aż w zasadzie kończę znając całe archiwum i orientując się, że na dworze jest już ciemno. Albo jasno. I tematyka w zasadzie nie odgrywa tu prawie żadnej roli. W doborze treści na mojej ścianie na facebooku i adresów, które wpisuję regularnie w przeglądarkę, wyznaję zasadę: Love it or leave it. I te pięć świetnych miejsc w internetowym bagnie, którymi chciałabym się podzielić w moim pierwszym Share Weeku ever, zdecydowanie uwielbiam i nie planuję ich opuszczać w najbliższym czasie. Czytaj dalej „Wiosenny Share Week”

Queer as Folk/Emocje nie mają płci.

Queer as Folk to jeden z najlepszych seriali, jakie oglądałam w życiu. Zupełnie pomijając tematykę, jest to jeden z niewielu serii, w których charaktery postaci są wykreowane na tyle dobrze, że nie są podobne do siebie nawzajem, nie są jednoznaczne i dostają szansę na rozwój. To serial, z którego zapamiętuję jakiś cytat za każdym razem, kiedy go oglądam. I za każdym zauważam wszystkie poprzednie, ale jestem wręcz zdumiona, że nie zwróciłam uwagi na ten jeden konkretny. Wracanie do QasF służy mi więc za swego rodzaju skalę poziomu mojego rozwoju emocjonalnego: od 1 do omega, na ile zmieniło Ci się postrzeganie tego, co ważne, odkąd minęłaś ostatni kamień milowy. Czytaj dalej „Queer as Folk/Emocje nie mają płci.”

Skąd wiem, że technologia mnie nienawidzi.

Dziś miał być BARDZO PRODUKTYWNY DZIEŃ. Czyli okropnie ważne wydarzenie w życiu każdego ambitnego człowieka, kiedy należy zebrać dupę w troki i załatwić milion rzeczy. I jak każdy człowiek miewający takie DNI wie, jest to wielkie i skomplikowane logistycznie wyzwanie. Nawet, kiedy cały świat stoi za Tobą murem. No cóż, w moim wypadku ten mur stał DZIŚ nie za, ale przed Tobą. Tak jak z resztą od paru miesięcy.  A mur ten nazywa się: technologia.

Czytaj dalej „Skąd wiem, że technologia mnie nienawidzi.”

I don’t care!

Zawsze chciałam nauczyć się śpiewać. Wbić na scenę i być gwiazdą rocka. W wieku 10 lat moją idolką była Avril Lavigne, a na liście marzeń używana gitara elektyczna. Czemu używana? Bo takie mieli starsi koledzy. Ale najzabawniejszy był powód mojego marzenia. Nie chciałam być sławna, ani bogata. Po prostu kiedy zamykałam oczy, umiałam sobie wyobrazić, jakie to musi być uczucie – być na scenie. Wyobrażałam sobie tę ekscytację, adrenalinę, te buzujące w głowie endorfiny.  Czytaj dalej „I don’t care!”

Związki na odległość

Bardzo prostą rzeczą jest mnie zestresować. Jest to wręcz chorobliwie łatwe rzekłabym, a jeśli nawet nie, to na pewno cholernie niepraktyczne. Jak pewien rodzaj upośledzenia, takiego małego przycisku na lewym żebrze z napisem ‚do użytku w celu natychmiastowego wywołania awarii systemu’. Jeśli więc mogę z czystym sumieniem nazwać się zrelaksowaną,  można doszukiwać się w tym sukcesu.

Czytaj dalej „Związki na odległość”

Myśloodsiewnia #1: Słów kilka o kreatywnych stanach umysłu.

Kiedy ktoś koło mnie śpi to mój świat nagle staje w miejscu, jakbym była zawieszona gdzieś w czasoprzestrzeni, w pięknej nicości gdzie nigdzie mi się nie śpieszy. Jakby te kilka minut czy godzin wyrwane z życia tej osoby stawały się przedłużeniem mojego. Kiedy zasypia, a ja słyszę ten zmieniony, miarowy oddech przerywający ciszę, to następuje dla mnie moment zaskakująco trzeźwego spojrzenia na otaczający mnie świat. Słyszę najlżejszy szmer i wyczuwam jej najmniejszy ruch.

Czytaj dalej „Myśloodsiewnia #1: Słów kilka o kreatywnych stanach umysłu.”