Kiedy perfekcjonizm staje na drodze, czyli aspiracje do winnych felietonów.

Jadę pociągiem Amsterdam-Paryż. Właśnie odłożyłam na bok „Sprzedawcę Arbuzów”, zbiór felietonów Marcina Mellera i sięgnęłam po zdobyczny Magazyn Wino (zdobyczny – zdobyty przy wyjściu z uroczystego śniadania gali rozdania ichniego, winnego Grand Prix).

Czytaj dalej „Kiedy perfekcjonizm staje na drodze, czyli aspiracje do winnych felietonów.”

Miłość, śmierć i winyle, czyli sztuka współczesna, którą da się zrozumieć.

Już dawno temu pogodziłam się z faktem, że muzea sztuki współczesnej są dla mnie w dużej części rozczarowujące. Problemy zwykle są dwa: albo nie umiem zrozumieć, o co w danym dziele chodzi, albo po prostu nie robi ono na mnie wrażenia. Chodzę więc dookoła myśląc, co ja tu robię, o co w tym chodzi i co pomyślą o naszych czasach przyszłe pokolenia. Aż tu nagle, znikąd, pojawia się TO dzieło. TA wystawa. Jedne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Ścina mnie z nóg i więzi wszystkie głupie pytania w gardle. I wtedy wiem już, po co zrobiłem wcześniejsze kilometry po schodach i korytarzach.

Czytaj dalej „Miłość, śmierć i winyle, czyli sztuka współczesna, którą da się zrozumieć.”

Czego autor nie miał na myśli?

To co autor miał na myśli, czego nie miał, a co sądzą na ten temat wyjątkowe-specjalistki-panie-polonistki to temat rzeka jeśli wziąć pod uwagę wszystkie anegdotki, merytorycznie natomiast to sadzawka, jak nie kałuża. Całkiem zresztą już rozchlapana przez ciągłe się w niej taplanie. A nie, tapla się przecież w błocie… No to bardzo błotnista, rozchlapana kałuża. Myślałam sobie, ciągnąc to niezbyt udane porównanie, że mam tę ciapalagę już za sobą, kiedy oddałam ostatni arkusz matury z języka polskiego. Poczułam się z tym faktem tak pewnie, że popełniłam ten niewybaczalny błąd i zaczęłam czytać tabliczki z opisami dzieł sztuki zamieszczane w muzeach.
Czytaj dalej „Czego autor nie miał na myśli?”

Amsterdam Fringe Festival 2015

Ostatni raz przydarzyło mi się to po LubMUNie. Wtedy też poczułam się tak nagle chora, mimo wulkanu energii którym byłam jeszcze chwilę wcześniej. Dosłownie opadły mi wtedy witki (za dużo Pocahontas się jako lekarstwo naoglądałam). Włożyłam w ten projekt setki nieprzespanych nocnych godzin, energii którą czerpałam wtedy chyba ze słońca i kilogramów nie tak do końca zbędnej wagi. Ale to były jedynie fizyczne objawy tego, że włożyłam w ten projekt cząstkę mojej duszy.

Czytaj dalej „Amsterdam Fringe Festival 2015”

LandArt Festiwal

Nie znoszę kiedy łącząc dwie najulubieńsze rzeczy słyszę zgrzyt. No bo jak to tak? Ananas i pizza? <zgrzyt> Amsterdam i poruszanie się autem? <zgrzyyyt> Teatr i… tu chciałam dać <dźwięk złomowania TIRa>, ale dla mnie teatr łączy się ze wszystkim. Kilka dni temu usłyszałam natomiast w mojej głowie głośny zgrzyt dla połączenia ‚sztuka współczesna i wiejski krajobraz’. Niespodziewany i zaskakujący. I jeszcze głośniejsze „No ale jak to tak?!”.

Czytaj dalej „LandArt Festiwal”

W piątek opatrznie udało mi się pójść na moją ulubioną, comiesięczną serię storytellingową w najcudowniejszym na świecie Mezrabie. Opatrznie, bo wyjście samemu w niezbyt ciemną jeszcze noc, znalezienie sobie miejsca w tłumnie zapełnionej sali, a później zachowanie zdrowych zmysłów, kiedy podczas przerw trzeba rozmawiać z obcymi ludźmi, to dla mnie nielada wyzwanie. Czytaj dalej