Wielka Siódemka deszczowej encyklopedii, czyli o deszczu odmianach słów kilka.

Jako mieszkanka Amsterdamu od lat paru ( czyli dokładnie dwóch, bo para to przecież dwa) , a.k.a. Szpierg z Krainy Deszczowców, na nowo odkryłam deszcz. Nie zrozumcie mnie źle, deszcz zawsze miał w moim mrocznym serduszku swój wyjątkowy, mokry i ponury zakątek. Ale odkąd mieszkamy sobie na co dzień, a nawet kilka razy dziennie, pod jednym, zachmurzonym niebem, musieliśmy wypracować bardziej zdefiniowaną, klarowną relację – ja i wszyscy przedstawiciele deszczowej rasy. I dziś chciałabym do waszego słonecznego i suchego dnia przemycić wizję siedmiu z nich, bo każdy zasłużył w końcu na strużkę deszczu w swoim życiu.

Czytaj dalej „Wielka Siódemka deszczowej encyklopedii, czyli o deszczu odmianach słów kilka.”

Spacer z kieszeniami pełnymi kasztanów.

Dzień deszczowy, ławki w parku puste, tylko turyści robią sobie zdjęcia z fontanną, bo to nie byle jaki park, Ogrody Luksemburskie w końcu. Siadamy pod dachem, z ciepłymi jeszcze crêpes z narożnego baru, na miętowych krzesłach, niczym z najnowszego skandynawskiego katalogu. Ty siadasz, ja siadam na Twoich kolanach. Krzesła są z metalu, a metal zimny, zimno przenikające przez płaszcz nie jest natomiast tym co tygryski lubią nawet trochę.

Czytaj dalej „Spacer z kieszeniami pełnymi kasztanów.”

Klub Anonimowych Wrażliwców

Całe życie kreujemy sobie w głowie postać, którą chcemy się stać.

Chcemy stać się bardziej stanowczy, jeśli widzimy wokół bezradność, wywołaną łatwym uleganiom wpływom. Lub też odwrotnie, bardziej ugodowi, jeśli całe życie żyliśmy w kontekście konfliktu. Chcemy stać się szaleni lub stateczni. Prorodzinni lub ambitni zawodowo. Chcemy uniknąć samotności na starość lub tkwienia w nieudanym związku, mimo wszystko.

Tym, czego nikt jednak nie chce, jest wrażliwość.

Czytaj dalej „Klub Anonimowych Wrażliwców”

Miłość, śmierć i winyle, czyli sztuka współczesna, którą da się zrozumieć.

Już dawno temu pogodziłam się z faktem, że muzea sztuki współczesnej są dla mnie w dużej części rozczarowujące. Problemy zwykle są dwa: albo nie umiem zrozumieć, o co w danym dziele chodzi, albo po prostu nie robi ono na mnie wrażenia. Chodzę więc dookoła myśląc, co ja tu robię, o co w tym chodzi i co pomyślą o naszych czasach przyszłe pokolenia. Aż tu nagle, znikąd, pojawia się TO dzieło. TA wystawa. Jedne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Ścina mnie z nóg i więzi wszystkie głupie pytania w gardle. I wtedy wiem już, po co zrobiłem wcześniejsze kilometry po schodach i korytarzach.

Czytaj dalej „Miłość, śmierć i winyle, czyli sztuka współczesna, którą da się zrozumieć.”

Najmniej ważne jest to, co w środku.

Pamiętacie co dostaliście na siódme urodziny? Nie? To może pod choinkę w 2004? Też nie? Pozwólcie, że nie zachłysnę się zdziwieniem. Je też nie pamiętam większości prezentów z dzieciństwa. Rodzice, ciocie i babcie bardzo mnie kochają, prezentów było dużo, a móżdżek nawet jeśli nie ptasi, to pamięć na pewno. Ale są prezenty, które będę pamiętać zawsze. I nie jest to ani najładniejsza Barbie, ani najdroższe kolczyki, ani największy zestaw klocków.

Czytaj dalej „Najmniej ważne jest to, co w środku.”

Wiosenny Share Week

Wiem, że danego bloga będę czytać regularnie, jeśli wchodząc na niego pierwszy raz po jednym tekście czytam kolejny i kolejny, aż w zasadzie kończę znając całe archiwum i orientując się, że na dworze jest już ciemno. Albo jasno. I tematyka w zasadzie nie odgrywa tu prawie żadnej roli. W doborze treści na mojej ścianie na facebooku i adresów, które wpisuję regularnie w przeglądarkę, wyznaję zasadę: Love it or leave it. I te pięć świetnych miejsc w internetowym bagnie, którymi chciałabym się podzielić w moim pierwszym Share Weeku ever, zdecydowanie uwielbiam i nie planuję ich opuszczać w najbliższym czasie. Czytaj dalej „Wiosenny Share Week”