Kiedy perfekcjonizm staje na drodze, czyli aspiracje do winnych felietonów.

Jadę pociągiem Amsterdam-Paryż. Właśnie odłożyłam na bok „Sprzedawcę Arbuzów”, zbiór felietonów Marcina Mellera i sięgnęłam po zdobyczny Magazyn Wino (zdobyczny – zdobyty przy wyjściu z uroczystego śniadania gali rozdania ichniego, winnego Grand Prix).

Swoją drogą, jak wielka rozbieżność znaczeniowa w języku polskim przypisana jest słowom popularny i niepopularny. Popularny, masowy, mainstreamowy wręcz. Niepopularny, nielubiany, zupełnie nie jednoznaczny z niszowym. Chcąc użyć odnośnie Magazynu Wino polskiego przeciwnika słowa popularny, ugrzęzłam tragicznie.

Ucinając dygresję natomiast… Sięgnęłam po Magazyn Wino w tym samym celu, w kótrym czytałam Mellera, mianowicie po felietony. Jak pewnie można już łatwo wywnioskować, felieton to moja ulubiona, w dodatku nowo odkryta forma literacka. Prostując, odkryłam, że forma, czytanie której sprawia mi największą przyjemność, nazywa się felietonem w ten sam sposób, co przed ponad rokiem zorientowałam się, że lubię muzykę Indie, a przynajmniej że to co lubię tak właśnie się nazywa.

img_7715I tak wczytując się w te dwie, w obu wypadkach doskonałe, wersje mojej nowo odkrytej, ulubionej zabawki, stwierdziłam co następuje: chciałabym pisać felietony o winie, stylem Pana Mellera. Ze spełnieniem tego pragnienia problemy są jednak dwa.

Po pierwsze, stylu się nie wybiera. No tak, ja wiem, bluźnię. Nad stylem się przecież pracuje, kształtuje go, szlifuje i urabia. Na myśli mam jednak to, że nie da się wymusić niewymuszoności. Nie da się z niedoświadczenia ulepić wypowiedzi na miarę tej, która pada z ust światowca. Reasumując, nigdy nie będę Marcinem Mellerem, a styl pisania ma dla mnie w definicji oryginalność. Kopia zawsze będzie kopią, jak bardzo udana by nie była. Drugim problemem natomiast, jest moja w dzieciństwie wyrobiona nieumiejętność wypowiadania się na tematy merytoryczne, w dziedzinie których nie czuję się specjalistką. A dziedziną taką jest, w procentów tysiącu, enologia i wino.

img_7731Skąd się wzięła ta nieumiejętność, zapytacie. A odpowiedź jest na szczęście bardzo prosta. Z pierwotnej dla mnie obawy przed wyjściem na głupka. Z pragnienia doskonałości. Z odwiecznym przyzwyczajenie do porównywani się z tymi nade mną, a nie z tymi pod. Wypowiedź na tematy eksperckie i merytoryczne jest albowiem nieodzownie związania z ryzykiem mówienia w sposób autorytatywny do samego autorytetu. Z próba dzielenie się wiedzą z ludźmi, którzy posiadają jej więcej i lepszej jakości. Z możliwością wyjścia na zarozumiałą, lub z drugiej strony, na niedouczoną.

Co mogę więc zrobić, żeby do spełnienia mojego pragnienia chociaż się przybliżyć? Rada jest jedna i całkiem klarowna: zdobądź doświadczenie życiowe i ekspercką wiedzę o winie. Pokrywa się to jednak dość mocno z radą brzmiącą: Zacznij żyć! No a ja żyję przecież, ale życie to żmudne zajęcie jest.

Proszę, powiedzcie że ostatni akapit wybrzmiał sarkazmem.

2 uwagi do wpisu “Kiedy perfekcjonizm staje na drodze, czyli aspiracje do winnych felietonów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s