Życzę Ci podróży

Jest późne, wrześniowe popołudnie. Siedzę przy staroświeckim, rzeźbionym, drewnianym biurku, w małym pokoiku kamieniczki gdzieś w centrum Paryża. Z kubkiem lurowatej kawy w ręce, w za dużej koszuli i ogólnym nieogarze. Zatarła mi się od rana orientacja geograficzna, mogłabym równie dobrze istnieć teraz jedynie w tym pokoju. Od prawie godziny wpatruję się niebo za oknem i staram się sobie przypomnieć, kiedy ostatnio spędziłam cały miesiąc swojego życia w jednym miejscu. W jednym mieście. W jednym kraju chociażby. Patrząc na ten sam kawałek nieba.

Podróże załamują mi czasoprzestrzeń. Kiedy jestem w domu chociaż chwilę dłużej, często z takim samym kubkiem kawy w ręce nie mogę usiedzieć w miejscu i krążę po swoim mieszkaniu jak zaszczuty jeżozwierz. Wydaje mi mi się, że utknęłam na wieki, ugrzęzłam w monotonii tego samego planu dnia, tych samych uczelnianych sal, tego samego widoku za oknem, jak piękny by nie był.  Prawda jest taka, że zwykle jeszcze nie rozpakowałam walizki. Ile minęło? Pięć dni?  Dziewięć? Dwa tygodnie?

Dopiero niedawno nauczyłam się nie mylić wakacji z podróżą. W wakacje odpoczywa moje ciało, a umysł dostaje ataku klaustrofobii. Po podróży ciało nadaje się do gruntownego remontu, a umysł… Podobno w czasie snu najbardziej aktywne są regiony mózgu, które wpływają na kreatywność. Nic dziwnego, że kocham spać prawie tak bardzo, jak podróżować.

Jednak nadal nie nauczyłam się, że od kilku lat powrót do domu nie jest jednoznaczny. Że czasem dużo łatwiej jest zabrać dom ze sobą, a budynki tracą swoją magię. Podobno można wyjeżdżać po prostu do miejsca. Dla miejsca. Nie wiem, ja nie potrafię. Wiem za to, że można pokochać miejsce jedynie dlatego, że jest się tam z kimś i w ten sposób miejsce może stać się domem.

Jest taka jedna ławka w sypialnianej dzielnicy Wiednia, zasłonięta spowitym bluszczem daszkiem. Jest taka mała, rodzinna restauracja, gdzieś w krętych uliczkach Trydentu. Jest jeden stary wagon drugiej klasy pociągu PKP na trasie Lublin-Gdańsk. Jest taki głaz na którejś z Tatrzański ścieżek… Są takie miejsca, z których pamiętam już jedynie zapach Twoich włosów i tembr śmiechu. Powiedziałabym, że dom mi się rozdrabnia, ale zabijesz mój sentymentalizm szyderczym śmiechem.

To nic, starzy ludzie mają prawo do zgorzknienia.

Wszystkiego najlepszego C.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s