Miłość, śmierć i winyle, czyli sztuka współczesna, którą da się zrozumieć.

Już dawno temu pogodziłam się z faktem, że muzea sztuki współczesnej są dla mnie w dużej części rozczarowujące. Problemy zwykle są dwa: albo nie umiem zrozumieć, o co w danym dziele chodzi, albo po prostu nie robi ono na mnie wrażenia. Chodzę więc dookoła myśląc, co ja tu robię, o co w tym chodzi i co pomyślą o naszych czasach przyszłe pokolenia. Aż tu nagle, znikąd, pojawia się TO dzieło. TA wystawa. Jedne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Ścina mnie z nóg i więzi wszystkie głupie pytania w gardle. I wtedy wiem już, po co zrobiłem wcześniejsze kilometry po schodach i korytarzach.

Podczas ostatniego wyjazdu do Hiszpanii Muzeum Guggenheim w Bilbao nie zaskoczyło mnie zbytnio. Tam spodziewałam się pewnej klasy, poziomu, klasyki i dostałam je w pełnej krasie. Nuda. Oczywistość jest przecież nudna. Natomiast muzeum w Santander wyskoczyło z kapelusza i uplasowało się w czubie najbardziej zaskakujących hasających muzeów. Jedna jego część zadziwiła mnie bowiem swoją jakością, druga natomiast prostotą swojego przekazu. 

A teraz pozwólcie mi poprzeć moją tezę argumentami i oprowadzić się po tym małomiasteczkowym, a przewyższającym niektóre giganty muzeum.

Disclaimer: będzie dużo obrazków i wyłącznie subiektywnych stwierdzeń na temat sztuki.

Wejście

No więc muszę się przyznać, że zamiast wejść miałam już uciec, ale C. mi nie pozwoliła. Bo na wejściu, na środku schodów, stał legitny, bardzo głośny DJ. i zalewał całą okolicę muzyką. No i żeby wejść trzeba było wkroczyć w jego strefę wpływów, perfidnie wbić za kokpit znaczy się. W całym zabytkowym ogródku rozsiedli się ludzie, od starszych par do pełnowymiarowych gotów i całkiem zaburzali mi wizję poważnej istytucji.

image

1

Winyle są ostatnio hip i na czasie, muzeum w Santander też najwyraźniej chciało takie być. Podziemia zostały więc przekształcone w wielką wystawę oprawy graficznej okładek i samych płyt. I szczerze mówiąc… było to estetycznie orgazmiczne, po prostu zachwycające. Powstała geometryczna mozaika z wymiarowo równych kwadratów i kół, zestawionych w jednolite kolorystycznie prostokątne kompozycje, tak różne charakterem jedna od drugiej. Nie jest to sztuka, której zrozumienie wymaga wysiłku niczym fizyka kwantowa – grafika winyli ma oddać charakter zespołu, tematykę muzyki, lub najzwyczajniej na świecie przyciągnąć wzrok kupującego. Z mnogości tytułów, przy jednoczesnej kolekcjonerskiej i koneserkskiej kulturze tego typu nośnika, powstały małe dzieła sztuki, często w wykonaniu znanych artystów.

0

Parter, ponieważ zwiedzając pięłam się ku górze, był już dla mnie zachłyśnięciem się ilością elementów tej, jak się później okazało, prywatnej kolekcji. Nie byłam już w stanie patrzeć na pojedyncze elementy, a jedynie na kompozycje jako całość. Nie byłam też w stanie wyjść ze zdziwienia, że nie wykorzystują komercyjnego potencjału takiej wystawy, nie angażując się w sprzedaż samych płyt w muzeum.

Dodatkowym rarytasem w moim mniemaniu był, puszczany w małej salce ukrytej na samym końcu przestrzeni wystawniczej tego piętra, film o fakturze. Nigdy nie planuję poświęcić na muzeum całego dnia, nie daję więc rady zagłębić się w filmy wymagającej dłuższego skupienia. Ten jednak pochłonął mnie po krótkiej chwili na tyle, że wsiąkłam do końca.

Jestem jednym z tych ludzi, którzy piszczą gdy kreda skrobie po tablicy, dostają gęsiej skórki, pocierając papierem o papier, nie mówiąc już nawet o zachaczeniu paznokciem o tynk na ścianie. Film ten więc miał ułatwione zadanie w moim wypadku – pokazując cyklicznie płaszczyzny, kojarzące się z daną fakturą, temperaturą i twardością, wywoływał podświadomie związane z dotykaniem ich uczucia. Docierał do płaszczyzn, dotyku których nie możemy znać, lub domyśląć się nawet, jako że są optycznym złudzeniem i mogły być zarówno ostrym metalem, jak i miękką folią. Wywoływał w ten sposób zmieszanie i zaniepokojenie – to ten rodzaj sztuki, którego nie trzeba rozumieć, wystarczy czuć.

Na tym kończy się część, która mnie zachwyciła i zaczyna ta, od której wziął się tytuł posta – ta ewidentnie prosta do zrozumienia.

1

Tematycznie Opisałabym to piętro jako ‚miłość, seks, cierpienie i brzydota’, czyli mieszanka kontrastowa i celująca w kontrowersje. Oprócz zdjęć róży w kondomie i genitaliów były tu wycinki gazet mówiące o ludzkich tragediach i zdjęcia z kopalni znjdujących się w trzecim świecie.

Wyłuskałam z nich dwa dzieła, które moim zdaniem trzymały poziom i odstawały od kiczowatej prowokacji. Pierwszy z nich to kolejny przykład sztuki, która moim zdaniem ma jedynie sprawiać że czujemy, a nie myślimy. Ja osobiście czuje takie same emocje jak wtedy, gdy myślę o rozprutych wnętrznościach, nieobrobionym mięsie i ranach szarpanych- niezbyt miłe, delikatnie mówiąc, i bardzo szczerze negatywne.

Drugi wybór jest w swoim przesłaniu cudownie oczywisty – noże z sentencjami z międzynarodowych, radiowych piosenek miłosnych, tworzące serce. Tak łatwo zranić miłością, jak bardzo kiczowate potrafią być słowa opisujące to cierpienie – tak bardzo jak pamiątka przywieziona z wakacji. Nic dodać, nic ująć.

2

Najwyższe piętro zachowało tematykę pierwszego, odejmując brzydotę, a dodając kicz. Bardzo popkulturowy, dla mnie chyba zbyt już oczywisty i tandetny. Ale miało być o sztuce zrozumiałej, więc mimo że kolejnych dwóch przykładów nie doceniam jako sztuki jako takiej, to zamieszczam je jako, w pierwszym przypadku, subtelniejszą wersję żartu z koszulek ‚game over’, w drugim natomiast przykład ładnej kompozycji, z dużym potencjałem, sprowadzającej się jednak do najzwyklejszego banału. Jeśli tych dwóch przykładów ktoś nie łapie, to ja nie umiem już chyba pomóc.

IMG_0586.jpg

W rogu najwyższego piętra stał natomiast worek ze śmieciami. Ja już nie zacznę tutaj wykładu o powtarzalności się artystów, nie wypomnę taniej prowokacji, nie wytknę braku przesłania. Ja tylko powiem, ż w tym przypadku, tabliczkę mogliby przy nim zrobić. Bo znowu biedna sprzątaczka się pomyli, uzna ‚worek ze śmieciami nieznanego artysty’ za taki zwykły, nieartystyczny, wyniesie na śmietnik i będzie na nią.

Bo to czasem ciężko rozróżnić, czy sztuka czy śmieć i nie można za to nikogo winić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s