Lustrzana fatamorgana

Czasami patrzę w lustro i strasznie mnie zaskakuje fakt, że jestem ładna.

Szczególnie wieczorem, bez makijażu, ze splecionymi niedbale włosami. No bo hej, obiektywnie brzydal ze mnie jest żaden. Kilogramów tylko o kilka za dużo, cera w normie, rzęsy nawet trochę ponad, żadnych deformacji. Oczy nie są puste, bo ze dwie szare komórki w mózgu się obijają, a uszy w lataniu nie pomogą, nawet jeśli bym chciała. Ale patrząc w lustro wieczorem, często już bez soczewek, spodziewam się zobaczyć poczwarę.

Czasami patrzę w lustro i dziwi mnie fakt, że widzę grubaska.

Zwykle wtedy, kiedy odstawiona idę na imprezę i moje odbicie miga mi w mijanych witrynach. Takie pulchniutkie coś, z obwisłą brodą, pucołowatymi policzkami, na którym subtelny przecież makijaż wygląda jak ten clowna, a spod teoretycznie seksownej sukienki migają nogi jak balerony. A przecież spodziewam się zobaczyć to, co odbija się w oczach oglądających się za mną facetów.

Na komplementy odnośnie mojej aparycji odpowiadam beznamiętnym ‚Dziękuję, wiem.’, mimo że zdaję sobie sprawę jak arogancko to brzmi. Ale to nie jest prowokacja, chamstwo czy zarozumiałość.

Wiemże mam całkiem zgrabne nogi. Jako dziecko poświęciłam wiele wieczorów i kłótni z mamą, żeby je wyprostować.

Wiemże mam długie, zadbane włosy. Jako nastolatka musiałam je myć dwa razy dziennie, żeby wyglądać jak człowiek, a nie morświn. Dodajmy do tego fryzjera i pięć rodzajów odżywek, których używam.

Wiem, że moja cera jest ok. Ale jeszcze lepiej wiem, że kosmetyczka to straszne cierpienie, krem i maseczka kosztują mnie więcej niż wydaję miesięcznie na buty, a brak codziennej tapety nie do końca wynika z moich preferencji, a raczej tego co lubi moja cera.

Wiemże mam ładny uśmiech. Dwa aparaty i 6 lat później.

Wiemże mam niezłą figurę. Odwieczna dieta to wcale nie jest eufemizm. Byłam, jestem i będę na diecie, teraz zmieniło się jedynie to, że planuje mi ją dietetyk.

Wiem też jednak, że mam niezbyt szczupłą szyję i brodę, za duży nos i potencjał do haluksów. Garbię się niczym dzwonnik z Notre Dam, jedno ramię mam niżej od drugiego, a przy najmniejszym wzroście wagi robią mi się rozstępy. Palce mam powyginane na wszystkie strony świata, w łokciach zbyt duży przeprost. Hej, samoświadomość ponad wszystko, prawda?

Mój mózg jednak miesza często to co było, jest i co boję się, że będzie i pokazuje mi w głowie, czy też lustrze, niespójne obrazy. Bo bardzo ciężko jest uwierzyć że to, z czym się walczyło większość życia, nie jest już problemem. I mi przynajmniej, bardzo ciężko jest nie myśleć o wytkniętych mi kiedyś przez kogoś wadach, nawet jeśli są nieistotne i ledwo zauważalne lub jedynie potencjalne. I czasem, zamiast widzieć swoją długą do tyłka, lśniącą grzywę, widzę te oklapnięte, smutne kosmyki sprzed ośmiu lat. Bo nie umiem o nich zapomnieć. Zamiast normalnej szczęki, może jedynie nie tak ostrej jak ta Kendall Jenner, za każdym razem gdy spojrzę w lustro, widzę podgardle indyka. Zamiast 54kg, potencjalne 84kg z przyszłości. Tylko dlatego, że słyszę że tak może kiedyś być. Dlatego staram trzymać się tego co wiem, bo to co widzę niekoniecznie coś wnosi do dyskusji.

To jedna z tych rzeczy, które każą mi stawiać racjonalizm ponad empiryzmem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s