Najmniej ważne jest to, co w środku.

Pamiętacie co dostaliście na siódme urodziny? Nie? To może pod choinkę w 2004? Też nie? Pozwólcie, że nie zachłysnę się zdziwieniem. Je też nie pamiętam większości prezentów z dzieciństwa. Rodzice, ciocie i babcie bardzo mnie kochają, prezentów było dużo, a móżdżek nawet jeśli nie ptasi, to pamięć na pewno. Ale są prezenty, które będę pamiętać zawsze. I nie jest to ani najładniejsza Barbie, ani najdroższe kolczyki, ani największy zestaw klocków.

IMG_8065

Tegoroczne urodziny uświadomiły mi dwie rzeczy:

Po pierwsze, jeśli kiedyś przestanę cieszyć się z ręcznie malowanych memów na kostce mydła, to będzie oznaczać, że potrzebuję psychoterapeuty, bo stałam się bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.

Po drugie, w prezentach najmniej ważne jest to, co w środku. Dużo bardziej doceniam otoczkę, nie tylko tę materialną – zaangażowane, ilość poświęconego czasu, pokazanie jak dobrze się mnie zna. Innymi słowy – ilość miłości i dopieszczenia.

W TYM ROKU, CZYLI DOROSŁE DZIECKO

Kolorowe baloniki z cytatami z ważnych dla mnie ludzi w środku, plan dnia  w kształcie puzzli, z samymi przyjemnymi rzeczami na liście do wyboru. Czekoladowy tort, confetti, szampan, wielojęzyczne sto lat. Specjalnie dla mnie zrobiona kolorowanka. No i prezenty.

IMG_5610Wiecie, z którego cieszyłam się najbardziej? Do wyścigu stanęły komiksy, które ostatnio pokochałam, designerska sukienka i cienie do oczu w idealnym kolorze. Ale wszystko, wszyściutko, zmiotła oferta K. Mianowicie, jedyna i niepowtarzalna okazja żeby móc zaopiekować się jedną z jej ukochanych szynszylek przez calutki dzień! Tak zupełnie sama. Kiziać miziać, karmić i poić. Ej, ja zawsze chciałam mieć zwierzątko!

No i właśnie ten prezent, obok  całego rozgardiaszu narobionego przez ten dzień w moim domu przez J., zupełnie niematerialny i pewnie totalnie dziwnywi w oczach większości populacji, trafił  w tym roku na listę…

PREZENTY, KTÓRE ZAPAMIĘTAM NA ZAWSZE

Moi rodzice to mistrzowie prezentów. No i nie oszukujmy się, to od nich dostałam ich najwięcej. Ale o tym jak bardzo się zawsze starali świadczy, jak wiele z nich wyryło się w mojej pamięci.

1. Bon na przekłucie uszu

IMG_1469

Nie no, nie taki zwykły bon do salonu. Ręcznie napisana przez moją mamę, która swoją drogą umie robić śliczne zawijasy, świąteczna karteczka z życzeniami, na której po kilkunastu latach sprzeciwu, moich awantur i wzajemnego niezrozumienia pozwalają mi przekuć uszy. Serio, mieli rację, bezcenne.

2. NIC

Mam 10 lat, wiem już że nie ma Mikołaja, a paczki pod moją choinką w moim domu pojawiają się nie tylko w Wigilię. I za każdym razem pędzę na dół po schodach na złamanie karku, żeby je jak najszybciej otworzyć. Tata co jakiś czas krzyczy ‚Madziu, znowu prezent!’. Jak to on, w połowie wypadków tylko po to, żeby się ze mnie ponabijać. Ale szczyt swojej złośliwości osiągnął, kiedy za którymś z tych razy pod choinką była wielka paczka. W której była mniejsza. W której było pudełko. W którym była reklamówka. W której był szary papier. W którym było pudełeczko. W którym była koperta. W której była kartka, a na niej napisane: HAHAHA!. Ale ile było zabawy przy rozpakowywaniu tego wszystkiego. Chociaż po tym razie już sceptycznie podchodziłam do jego nawoływań.

3. Narciarskie przekupstwo Cadillackiem

IMG_7108Jako małe dziecio potwornie przeraziłam się jazdy na nartach. Była wichura, zawierucha, ogólny Armagedon i zdecydowanie odmówiłam tej diabolicznej czynności. No i tu moi rodzice, wykazując się trzeźwością umysłu, użyli znanej od zarania dziejów techniki przekupstwa. Albo zjadę z tej górki, albo nici z tego cudownego, zdalnie sterowanego, srebrnego Cadillaca z otwieranym dachem, o którym marzę od tak wielu długich dni i którego znalazłam wczoraj na mijanej wystawie sklepowej. Patrząc z perspektywy czasu, głównym prezentem był w zasadzie fakt, że do tej pory śmigam na nartach.

4. Urodzinowa impreza-niespodzianka

Kojarzycie ten motyw z filmów dla nastolatków, kiedy myślą że nikt ich nie lubi, bo nie ma dla nich czasu w urodziny, a okazuje się że planowali mu po prostu imprezę niespodziankę? No cóż, każdy chce mieć życie jak z filmu, no nie?

5. Sneak-peek Baby-Born 

Jeśli urodziłaś się w latach 90tych i nie miałaś Baby-Born, to rodzice Cię nie kochali. Albo nie chcieli Cię wychować w genderowskich stereotypach. No ale powiedzmy, że każda dziewczynka ją miała. Ja za Chiny nie pamiętam momentu, kiedy dostałam swoją. Ale jak dziś pamiętam, że kiedy mama pojechała po coś do supermarketu, to po miesięcznych namowach tata pokazał mi ją tydzień przed urodzinami, po ciemku, w ich sypialni, wyjmując ją spod sterty ubrań w szafie mamy. Jaka była nowiutka i lśniąca! Szkoda, że kiedy rano zakradłam się do ich pokoju, to już jej tam nie było. Spotkałyśmy się ponownie dopiero po kilku tygodniach.

6. MAKRO, klocki LEGO i trudne wybory.

Ej, serio trudne. Stajnia, czy bajkowy zamek? Szpital, czy dom Złej Wróżki? Jedne z trudniejszych wyborów dzieciństwa, podejmowane na ladzie przy wejściu, kiedy rodzice przynosili pudełka z tej zakazanej dzieciom, sklepowej krainy, żebym mogła pokazać paluszkiem. I nie zobaczyć klocków więcej do momentu, kiedy miałam te urodziny albo był dzień dziecka, kiedy to mogłam dopiero zweryfikować, czy podjęłam dobry wybór. Tak się trenuje w dziecku cierpliwość!

***

7. Powietrze zdrowego człowieka

Kiedy byłam mała, bardzo dużo chorowałam. Moja Chrzestna regularnie dawała mi w prezencie puste woreczki i słoiczki. Nie no, co ja gadam. Nie puste – ‚z powietrzem zdrowego człowieka’.

8. Muzyka do nowego Lambordżini

FullSizeRender (2)

Na 18nastę od O., na które zażyczyłam sobie coś od serca, dostałam ten oto cudowny wyrób. Z muzyką, której słuchałyśmy razem w gimnazjum, do czego za Japonię bym się nie przyznała. Przekrój od metalu po disco-polo, od Korn po Tarzana. W pięknej oprawie graficznej, na miarę aspirującego grafika komputerowego. Perełka!

9. Talon na mizianie

Bo C. ma takie długaśne, naturalne paznokcie. I te paznokcie tak super miziają. A w przeciwieństwie do mojego układu z J., z C. nie zawsze jest moja kolej na bycie mizianą. I wtedy bardzo cierpię. I ulżenie temu cierpieniu całe dziesięć razy to było coś.

10. Tablice, plakaty i inna radosna twórczość

Ej, ja wiem że to bardzo ogólny przykład, a wręcz kategoria. Ale moi przyjaciele są tak ekstremalnie twórczy, że dostałam od nich wieeeele świetnych zawieszaczy na ścianę. Niektóre nadal zdobią mój pokój (Hej C., tak, na Ciebie patrzę!), inne są starannie zapakowane i czekają w piwnicy na moment, kiedy będę miała więcej ścian do wieszania. Ale zawsze doceniam swoją zniekształconą twarz, fotomontaż, kawałek kogoś na płótnie… Uśmiech gwarantowany, no i prezent pamięta się sam w sobie, kiedy się na niego popatrzy.

11. Szczęście w kawałkach

IMG_5306
J. od zawsze daje mi prezenty… wieloczęściowe. Taka radość w kawałkach, nie zawsze powiązanych ze sobą, ale za to zawsze ściśle związanych ze mną i ślicznie zapakowanych. No i kto nie cieszy się bardziej z kilku prezentów, nawet małych, niż z jednego? Nawet Dudley z HP, ten matoł totalny, o tym wiedział.

12. Numerki z Maratonów

Zawsze jeśli ktoś daję Ci coś, co dla niego samego jest ważne, to +1000 do zajebistości prezentu. No i jakby nie patrzeć, numerek zaraz obok medalu to najważniejsza pamiątka biegu.

A nie, chwila, są jeszcze zakwasy!

 

2 uwagi do wpisu “Najmniej ważne jest to, co w środku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s