Teoria gier miłosnych

Znacie to powiedzenie, że jedna strona zawsze kocha odrobinę mocniej? To prawda, która nie jest krzywdząca dla żadnej ze stron. To po prostu fakt, któremu nie da się zaprzeczyć. I jak bardzo zakochanym się nie jest i jak bardzo się nie kocha, zawsze zdaje się sobie sprawę, że kocha się ociupinę ponad lub poniżej. I to nie boli. Boleć zaczyna dopiero wtedy, kiedy zupełnie znikąd zdaje się sobie sprawę, że to nie jest już ani chwili dłużej prawda, że nagle szala przeważa się w drugą stronę. I pojawia się pytanie – czy to Ty dołożyłeś ciężarek, czy to z tej drugiej jakiś zniknął. I czy w tym drugim wypadku, nie powinieneś przypadkiem wyrównać rozrachunku.

Jestem na studiach w trakcie teorii gier. I póki co wyciągnęłam z niej tylko jeden, jedyny wniosek – momenty, w których koszta liczone są relatywnie do przychodów, gracze podlegają symetrycznym reakcjom, a zysk jednego z nich wpływa na optymalny wybór drugiego –  wtedy kręcić zaczyna się błędne koło.

Trochę bełkot, prawda? W takim razie po kolei. Potraktujmy teraz związek międzyludzki z perspektywy teorii gier krok po kroku.

Najpierw ją sformułujmy:

Gracze: Partner nr 1 i Partner nr 2
Wybory: W zetknięciu ze zmianą równowagi w związku zaakceptować ją i nie zmieniać swojego wkładu, zwiększyć swój wkład lub zmniejszyć swój wkład.
Preferencje: Jak najmniej ryzyka bycia zranionym, przy zachowaniu względnej równowagi w związku, czytaj: wkład mniejszy niż drugiego partnera, jednocześnie przy zachowaniu jak najmniejszej różnicy.
Zyski: Odwrotnie proporcjonalne co do wielkości różnicy wkładów, jednocześnie negatywne w momencie wkładu negatywnego.

Ważną dodatkową zasadą jest, że w wypadku początkowego rozkładu sił, oboje Partnerzy są zadowoleni, zasady preferencji i zysków zaczynają działać dopiero podczas zmiany oraz że zabranie z wagi ciężarka tak małego, jak mała była różnica początkowa, nie jest możliwe – ciężarki są zbyt duże.

6438511885_dbd46203dc_oPHOTO SOURCE: Louis Heylen

Wcześniejszym układem była minimalna przewaga wkładu Partnera nr 2. Tak mała, że dawał równowagę. Na skutek zewnętrznych, nieprzewidywalnych okoliczności, szala przechyliła się na stronę Partnera nr 1. W tym wypadku pozostają mu trzy możliwości:

  1. Pozostać przy tej konfiguracji, narażając się na stratę.
  2. Zmniejszyć swój wkład i polepszyć swój status.
  3. Zwiększyć swój wkład jeszcze bardziej.

Jakkolwiek ludzka natura każe stawiać coraz to więcej ciężarków po swojej stronie, z płonną nadzieją że magicznie przeteleportują się na szalę po przeciwnej stronie lub zmotywują Partnera nr 2 do dołożenia swoich, to jednak opcja druga jest rozsądkowo optymalna. Spowoduje jednocześnie, że Partner nr 2 stanie przed tym samym wyborem i jeśli podejmie tę samą decyzję, sprawi że historia kołem się potoczy.

Rozważmy teraz wybór, przed którym stoi Partner nr 2, kiedy niespodziewanie szala przeważyła się na drugą stronę:

  1. Zwiększyć swój wkład i narazić się na stratę.
  2. Pozostać przy konfiguracji, która daje mu w dalszym ciągu zysk.
  3. Zmniejszyć swój wkład jeszcze bardziej.

Rozsądkowo, decyzją powinno być pozostanie przy nowej konfiguracji, jako że dalsze zmniejszanie wkładu  naruszy zasadę minimalizowania różnic. Dodatkowo, jeśli Partner nr 2 nie zauważył zmiany sił, również nie zwiększy wkładu, jako że nie widzi ku temu powodu. Jeśli jednak oboje Partnerzy wybiorą opcję 2, w kolejnym rozdaniu oboje staną symetrycznie na przeciw tej samej decyzji, którą na wstępie podjąć musiał partner nr 1: obniżka zaangażowania lub zaakceptowanie straty. W pewnym momencie oboje znajdą się w miejscu z zerowym zyskiem, jako że zmuszą się nawzajem do stałej obniżki zaangażowania.

9484001453_1a05c74ce2_oPHOTO SOURCE: arianta

Surowo to wszystko wybrzmiało. Teoria, hu-hu!, numerków i wzorów tylko brakuje, prawda? Nawet o nich myślałam, żeby uwzględnić altruizm, ale się poddałam. I tak dziwi mnie, że przebrnąłeś przez ten tekst aż do tego punktu.

Ale taka jest prawda. Przy zmianie układu siły zaangażowania w relacji ludzkiej robi się ciężko. I ktoś musi zaakceptować fakt, iż jego sytuacja pogorszyła się. Fakt, że nie będzie mógł czerpać ze związku tyle co do tej pory. Fakt, że w subtelnych różnicach na pewno tę zmianę odczuje. Któraś ze stron musi postanowić albo ponownie dołożyć na wagę ten ciężarek, który zupełnie niespodziewanie zniknął, lub zaakceptować fakt, że nagle u niego zrobiło się ciężej. Bo wtedy oboje wyjdą na tym lepiej, niż ciągnąc się nawzajem w dół, ku zerze. Nie powinniśmy stosować Równowagi Nasha w prawdziwym życiu.

Prawdziwe życie ma przecież więcej zasad, które można złamać w dobrej wierze.

7054377631_0e9a3117a3_oPHOTO SOURCE: Matt Swern
COVER PHOTO SOURCE: Christopher Octa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s