O moim pierwszym razie z holenderskim szowinizmem.

Na przeciwko mieszkania J. otworzyli nową kawiarnię o wdzięcznej nazwie ‚Kolory’. Jako że napis na szybkie okiennej głosił ‚sztuka i kawa’, postanowiliśmy wypróbować ją jako miejsce do pracy, czytaj: antidotum na momenty, kiedy w domu nie ma już co scrollować na fejsie, a Ty nie zacząłeś roboty. No taka zmiana kontekstu powiedzmy.

No więc wchodzimy, uzbrojeni w książki, zakreślacze, laptopa i tego typu sprawy. Pustka. Pustka to nigdy nie jest dobry znak, ale jako że miejsce jest jeszcze bardzo świeże, postanowiliśmy się tym nie przejmować. Wyglądający na brzuchatą pięćdziesiątkę Pan skończył rozmowę prze telefon, przeprosił na za ignorowanie i przyjął do wiadomości, że chcemy dwa najzwyklejsze Cappuccino. I zaczął śpiewać. Tak, zupełną ciszę lokalu przeszyło niezbyt udane zawodzenie jakiegoś hitu z radia. Ej, urocze, nie?

Ok, jęki ucichły, nadchodzi kawa. Są ciasteczka na których można złamać sobie zęba, jest ogólnie miło. Pan Właściciel zagaja, że Pani oczywiście pierwsza, bo Panie zawsze pierwsze. Och jaka to niesprawiedliwość, nie sądzi Pan? W odpowiedzi J. wybucha śmiechem. Miło jest. No więc Pan ewidentnie się nudzi, na zmianę telefonuje (hehe, telefonuje!) i wychodzi przed wejście, mówić dzień dobry mijającym je przechodniom. Nadal jest miło. W końcu podchodzi do nas i wtedy pada to sakramentalne pytani: Skąd jesteście?  Z Polski.  Jeszteś gupi! Słucham? J. znowu wybucha śmiechem, a Pan tłumaczy, że znał sporo Polskich malarzy i oni często tak mówili.

IMG_3614

I wtedy, tak zupełnie nagle, przestaje być miło.

Bo pan właściciel (do którego w tym momencie zupełnie tracę szacunek, stąd te małe litery), którego jedynymi klientami dziś jesteśmy, stwierdza, że dużo nas tu. Nas, w sensie Polaków. A konkretnie to o dużo za dużo. Bo z nas przecież taki leniwy motłoch jest. I to mój pierwszy raz, kiedy stykam się twarzą w twarz z tak bezpośrednią, perfidną… dyskryminacją? ksenofobią? rasizmem? … szowinizmem chyba… Holendrów w stronę Polaków. J. usłyszał już w pracy kilka razy, że Polacy są przecież głupi. I jak to on może studiować, skoro on też na pewno jest genetycznie skażony polską głupotą. Ale ja? Mi zostało powiedziane to bezpośrednio po raz pierwszy. I w tym momencie żałuję, że nie wstałam i nie wyszłam. Ale, szczerze mówiąc, wryło mnie.

Hej! Ja wiem, ja sama nie jestem święta. Kiedy w mieszkaniu nade mną remont robili Polacy, kazałam swojej współlokatorce dwa razy sprawdzać, czy na pewno zamknęła drzwi. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że bluzgali na siebie nawzajem przy otwartych oknach tak potwornie i głośno, że jeż mi się włosił na plecach. Chwila.. Odwrotnie znaczy się. W każdym razie, sprawdzałam zamki  i okna przy wyjściu z domu, a nawet kiedy w tym domu byłam. Przyznaje się. I rozumiem, że Holendrów mogłoby to wystraszyć, a przynajmniej zniesmaczyć, równie bardzo co mnie. Ale hej! Panowie-złote-rączki o pochodzeniu niderlandzkim wcale nie byli lepsi, kiedy wymieniali mi zmywarkę – po prostu ich przekleństw nie rozumiałam tak dobrze.

Równie, a może i bardziej, zniesmaczona była, kiedy menel na jednym z głównych turystycznych placów (Rembrandtplein), który swoim obleśnym zachowaniem sprawiał, że turyści omijali go łukiem, włączył serial. I okazało się, że jest po polsku – było to ‚Na dobre i na złe’ ( tak, ja też zaczynam śpiewać, kiedy wypowiem to na głos). Kiedy śpiący pod drzewem w Hyde Parku brudas zaczął wołać za mną śprośnie, znowu po Polsku. Kiedy biegając słyszałam bardzo polskie ‚Na zdrowie!’ od Panów pijących wódkę w Westerparku przed południem.  I wtedy tak, ja sama też oceniam, stereotypizuję. Ale w tym wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek. Ci przećpani dżentelmeni, proszący na przystankach o 5o centów na bilet, są przecież zdecydowanie Holendrami. Każdy naród ma swoją mniej chlubną reprezentację.

Dlaczego więc wizerunek wszystkich Polaków tworzą sobie obcokrajowcy na podstawie tych właśnie, wstydliwych reprezentantów? Ponieważ, w dość oczywisty sposób, rzucają się oni w oczy. Dotarcie do cudownych pań z holenderskiego stowarzyszenia TOPolka byłoby trudniejsze. Pracowici, inteligentni i przyzwoici ludzie, jak przecudowne wujostwo J. mieszkające w Bredzie, również nie kolą w oczy. Żeby stworzyć sobie sprawiedliwy, wyważony obraz rzeczywistości, potrzeba by minimum wysiłku. A my przecież nie lubimy się wysilać, prawda? Lubimy bezwysiłkowo czuć się lepsi. Bo w Holandii trzeba być tolerancyjnym, ale nikt nie mówił, że nie wolno oceniać. Nawet bezpodstawnie i po okładce. Bazując na niemiarodajnej próbce  społeczeństwa.

No cóż… Wiem już przynajmniej, dlaczego ten pan znał po Polsku tylko to jedno zdanie: ‚Jesteś głupi.’. Czemu jego koledzy malarze powtarzali je tak często, że w końcu je zapamiętał. I mieli oni najzupełniejszą rację. Ten pan jest po prostu głupi jak but. I mam nadzieję, że będzie zawsze o tym pamiętać, nawet w tej nieświadomej formie powtarzania polskiego zdania. A my pracować u tego pana w kawiarni nie będziemy. U mnie w mieszkaniu i kawa jest lepsza, i ciasto upieczone przez babcię nie łamie zębów, i widok z okna ładniejszy… A przede wszystkim – żadnych debili w otoczeniu. A głupota jest, jak powszechnie przecież wiadomo, zaraźliwa.

Więc szanujmy się!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s