Hej, lubię Cię, wiesz?

Jeśli wiesz, to super. Jeśli nie wiesz, to gdzie Ty masz oczy. Ja całkiem bezpośrednia w tych kwestiach jestem, tak jak z resztą i w wielu innych. Z wiekiem tylko mi się pogłębia, więc otwórz gały i to zobacz, ok?

Nie wiem do końca, jak  to bywa z resztą Ziemskiej populacji (w niektórych wypadkach nie chcę wiedzieć, ale tutaj jestem akurat ciekawa), ale skoro Cię lubię, to interesuję się Tobą. Zwykle całkiem bardzo. I ma to kilka podstawowych, wymiernych w praktyce, skutków:

Po pierwsze, zapamiętuję co do mnie mówisz. No oczywiście, że nie wszystko. Ale jak opowiadasz mi o swoim misiu z dzieciństwa przez dwie godziny, to to musiał być bardzo ważny miś. Więc zapamiętam. Jeśli wspomnisz jednym słowem o koszmarnym uczuleniu na borówki, to też zapamiętam. Bo to ważna informacja jest, a nie ma się co nad nią rozwodzić. Zapamiętam imię Twojej najlepszej przyjaciółki, więc następnym razem, kiedy wspomnisz o waszych wspólnych ekscesach wystarczy, jak go użyjesz. Nie ma sensu stosować za każdym razem innych opisów słownych. I zapamiętam, że lubisz żonkile, a róży nie. Warzywa myjesz dwa razy: przed pokrojeniem i po. Że po szafie mogę Ci grzebać, ale w tej szufladzie nad biurkiem, po prawej, to już nie. Zapamiętam, bo jesteś ważny.

Po drugie, zarażasz. A mianowicie zarażasz sobą, więc rzeczy które tworzysz też lubię z założenia. Mogłabym normalnie nigdy nie przesłuchać tej piosenki, na bloga nigdy nie wrócić, a koszulki nigdy nie założyć. No ale hej, przecież Ty ją nagrałeś/piszesz/uszyłaś. Więc przesłucham kilka razy. Będę sprawdzać, czy są nowe posty codziennie. Założę na najważniejszą imprezę w roku. No chyba, że będą wyjątkowo chujowe. Umówmy się, wszystko ma swoje granice. Wielbisz ten kanał na YouTube, a w tamtym barze najchętniej byś zamieszkał? Temu niezbyt śmiesznemu Panu w okularach dam drugą szansę, mimo że zwykle nie słuchałabym go do końca nawet raz. A te karaluchy w kącie? Może do piwa mi nie wlezą, a piwo mają przecież całkiem spoko. Nawet bardziej niż spoko, tysiąc rodzajów mają.

Po trzecie, martwię się o Ciebie. I nie umiem inaczej, jak bardzo bym nie chciała. Jeśli jest Ci źle, to myślę jak to zmienić. Myślę całkiem obsesyjnie. W sensie, że tak non-stop. Serio. Bo przecież Tobie jest źle. A ja leżę sobie zwinięta w kłębek na wielkie, puszystej, białej kanapie, jakiej zdecydowanie nie powinien posiadać miłośnik czerwonego wina i kolorowych zakreślaczy. Zakopana pod kocykiem w Minionki, z kubkiem miętowej herbaty w ręce, a głową na kolanach J. Z komputera leci piosenka Hoziera. Nie, zdecydowanie nie ‚Somebody new’, na tę piosenkę mam od TEGO momentu bana. Chyba ‚Cherry Wine’. Jest nadal jasno, niedługo na kamienicach za oknem położy się słońce. W sumie to jedynie jego łuna jeśli nie będzie chmur, bo to kierunek północny, ale można pomarzyć. Zamykam oczy i staram się o niczym nie myśleć. Uważam umiejętność niemyślenia za jedną z cech Nadludzi. I ciągle próbuję, ale… PRZECIEŻ TOBIE JEST ŹLE I TRZEBA SIĘ MARTWIĆ. No i kto się będzie martwił, jak nie ja?

Ja nie wiem, kiedy ostatnio pisałam coś, co tak bardzo uważałam od zawsze za banał i oczywistość. Aż mi troszkę głupio, coby być szczerą. Ale ostatnio coraz częściej mnie w oczy kole, że to wcale nie tak powszednie, jakby się wydawać mogło. No i ja wiem, że niektórzy uważają ‚Małego Księcia’ za banał. Ale w moim świecie ‚Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.’ całkiem działa.

I powiem Ci, że to całkiem fajny świat jest.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s