O mówieniu rzeczy oczywistych

Zawsze zastanawiam się w jaki sposób ludzie są w stanie pisać publicznie o swoich znajomych w sposób w najmniejszym stopniu negatywny. Oceniając sytuacje związane z nimi, ale też przede wszystkim samych tych ludzi. Zarzucając lub wyrzucając im coś. Wypominając zdarzenia w sposób subiektywnie pejoratywny lub chociaż mogący być tak odebranym.

Nie umiałabym. Jeśli w ogóle spodziewam się, że ktoś wyczytuje to co bazgrze (na klawiaturze? sic!) to właśnie przyjaciele. Albo przyjaciele przyjaciół. Albo dalsza część tego łańcuszka, która nadal jest w stanie wywnioskować o kogo w tym internetowo-niby-anonimowym dissie chodzi. No i po prostu, po ludzku – nie umiałabym. Bo czy to jest ta tak zwana szczerość do bólu? Myślę, że wszyscy z moich przyjaciół, a nawet znajomych, wiedzą jak bezpośrednia i szczera jestem. Może i nawet czasem do tego nieszczęsnego bólu. Ale nigdy tylko i wyłącznie w tego bólu celu. Nie umiałabym (do trzech razy sztuka).

Każda babcia świata uczy swoją córkę i jej wnuki żeby nie prać brudów na widoku. Uczy też żeby chwalić głośno, a ganić po cichu. Tę pierwszą lekcję wspiera jednak wstyd i zawstydzenie. Druga nie jest już tak oczywista i popularna. Mówienie ludziom złych rzeczy publicznie krzywdzi. Mówienie ludziom dobrych rzeczy, gdy mogą to usłyszeć inni buduje. To wcale nie tak, że rzeczy dobre są oczywiste. Proste prawdy.

Patrzę z mojej perspektywy wieku, w którym ludzie powoli zaczynają minimalizować zależność poczucia własnej wartości od zdania swoich rodziców (wieje powoli patetyzmem). Szczególnie tego wypowiadanego na głos. A więc w wielu przypadkach tego głównie negatywnego. Bo przecież córcia wie, że ma śliczne oczy i wyjątkowo wyraziste kości policzkowe. Taka oczywistość, widzi to co rano w lustrze! Ale tego, że jej duży palec u stopy jest delikatnie wykrzywiony na pewno nie zauważyła. No ja rozumiem, stopa nie jest na twarzy, ale błagam… Wypominanie tego przez pierwszych 15 lat życia potrafi na zawsze obrzydzić sandały. A syn? To że dostaje same szóstki z matematyki? Co z tego? Przecież chyba sam zauważył, to oczywiste – uczy się, to dostaje. (U dziewczyny mówię o urodzie, u chłopca o inteligencji. Cóż za seksizm. Ups!) Zawsze dostawał. Od podstawówki, wiec co w tym nowego? Po co o tym w kółko gadać? Spowszedniało przecież. Ale dostał ostatnio dwie tróje z polskiego! Cóż za wstyd! Co za debil! A jak nie debil, to leń! Nic nie robi, nic… Wspomniana nauka matematyki? Oj proszę, przecież to jest coś… normalnego!

Dotyczy to wielu osób które znam dobrze i których rodziców też znam całkiem nieźle: traktowanie umiejętności i zalet człowieka jako oczywiste, tylko dlatego, że są często stałe i niezmienne. Niedocenianie. A nawet jeśli nawet nie w oczach rodziców, to na pewno we własnych (żeby nie powiedzieć ‚do kompleksów’, bo wtedy patetyzm zamieni się w wichurę). Młodzi ludzie rzadko oceniają siebie na podstawie własnych osądów. Nie tylko młodzi ludzie, come on, robi to bardzo duża część społeczeństwa. Łatwiej uwierzyć w to, co mówią inni na głos, niż w to co myślimy. Wiara w głosy we własnej głowie to przecież choroba i ma nawet trudną, łacińską nazwę. A inni wypominają nam najczęściej błędy i niedostatki.

Tak łatwo uwierzyć w pewnym momencie, że składamy się z samych tych niedostatków.  I chcąc temu zaprzeczyć przed samym sobą przestać doceniać przyjemne, bezproblemowo spokojne momenty w codziennym życiu. Zacząć bezustannie gonić ‚króliczka’, ale nie tego białego i puchatego fajtłapę w kraciastej kamizelce, co jak go raz złapiesz to nie puścisz i zaprzytulasz na śmierć. Tego w bolidzie formuły jeden, co to go możesz co najwyżej dogonić z raz na mecie, a później wyścig zaczyna się od nowa. Łatwo zacząć bezustannie tęsknić do radykalnych, wyjątkowych sukcesów, kiedy tylko one wywołują ten błysk dumy w oczach najbliższych. Zaskakująco łatwo też stracić świadomość swoich zalet. Lub też nawet częściej- nigdy tej świadomości nie posiąść. Bo nawet jeśli inni myślą o nas dobrze, to z tego co wiem czytanie w myślach innych osób to nadal science-fiction (Marker wodoodporny do wykreślenia słowa fiction poszukiwany!).

Kilka razy powiedziano mi kiedyś, że jestem dobrym i mądrym dzieckiem. Zwykle w momentach kiedy byłam na granicy bycia dobrą, a kiedy granicę bycia mądrą przekroczyłam już dawno. I to właśnie te słowa, przechowywane przysłowiowo gdzieś z tyłu głowy, odwodziły mnie od zrobienia największych głupot mojego nastoletniego życia.

Ostatnio od H. usłyszałam, że jestem mądrym człowiekiem. I usłyszałam to w momencie, kiedy na żadnej granicy nie byłam. Bezinteresownie. Tak po prostu. J. w ciągu ostatnich dwóch lat powiedział mi wielokrotnie, że jestem człowiekiem dobrym. H., jeden z mądrzejszych ludzi jakich znam. J., jeden z najbardziej dobrych. Dziękuję chłopcy. To były moje pierwsze razy, a pierwsze razy się pamięta.

Jedna uwaga do wpisu “O mówieniu rzeczy oczywistych

  1. Nie wiem przede wszystkim, jaki jest cel takich negatywnych zachowań, zwłaszcza w internecie. Wszelkie spory powinny być rozwiązywane w cztery oczy, nie angażując w to całego światka onlinowego.
    Negatywne komentarze zazwyczaj pamięta się bardziej. Spróbujmy to zmienić:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s