-Och, Ty też tak lubisz muzea? A myślałam, że jestem jakaś dziwna…  -Bo jesteś. To nie jest normalne.

… i właśnie tę rozmowę z B. przypominam sobie wałęsając się po wąskich uliczkach Perugii i czekając na otwarcie Museum of Fine Arts Academy. Tkwi mi ona w głowie, kiedy po godzinnej włoskiej sieście wreszcie je otwierają, a ja wchodzę przez zniszczony dziedziniec Oratorium San Bernardino, oblepiony plakatami studenckich eventów i banerami Umbria Jazz festival. I na schodach, kiedy młoda studentka stoi i patrzy na nas jak na dwójkę zagubionych turystów (Którymi w zasadzie jesteśmy. Turystami. Ale nie zagubionymi. Chociaż gubienie się w muzeach jest czymś co Tygryski lubią prawie najbardziej. Ale ja nie o tym…). Myślę o tej rozmowie również kiedy idziemy za nią na górę po schodach, a ona odwraca się co chwilę sprawdzając czy nie uciekliśmy ( w tym wypadku wyjątkowo bez krzyku),  a jej kolega ‚zza lady’ patrzy pytająco to na nią, to na nas wspinających się w górę. A już przede wszystkim wtedy, kiedy mimo minionej połowy dnia nie mogą znaleźć biletów, a te które w końcu dostajemy mają numerki ‚1’ i ‚2’.

Moje zamiłowanie do muzeów jest niekonwencjonalne. W zasadzie większość nazwałaby je swego rodzaju zboczeniem. No bo jakby nie patrzeć, zwiedzanie tej samej wystawy w dwóch różnych Muzeach, ba!,  w dwóch różnych krajach tylko po to, żeby porównać ‚kompozycję’… no tak, właśnie. Ale jednocześnie niechęć do takich wystaw, szczególnie u ludzi młodych, jest dla mnie logicznie dość niezrozumiała. Muzea mają przecież na celu gromadzenie w jednym miejscu potencjalnie najcenniejszych materialnych kawałków naszej kultury. Więc kiedy patrzę na te znudzone buzie gimbazy, nie tylko w Polsce, ale też w tej przykładowej Perugii, na te oczy wlepione w telefon (tak, też wlepiam swoje w telefon, ale po to żeby zrobić szczególnej pracy zdjęcie, a nie żeby scrollować 9gaga) to mnie dosłownie trzęsie. I nie mam na myśli tych przypadkowych dreszczy ciała raz na jakiś czas, nad którymi nie mam kontroli. Mam na myśli wstrząs spowodowany przerażeniem na myśli, że podczas gdy ja wyłapuje  50% odniesień kulturalnych w literaturze pięknej i jakieś 50% w internetowej, to cały zasób wiedzy tych ludzi, caluteńkie 100% skupia się na memach piesełow. No i staram się wtedy z powrotem skoncentrować na szklanej, popękanej powierzchni instalacji artystycznej, żeby wyłączyć numeryczno-statystyczną część mózgu i nie pozwolić jej na przemyślenia nad odsetkiem kulturalnej jedynie internetowo części społeczeństwa.

Bo ja nie lubię dreszczy, zdjęcia wychodzą wtedy nieostre.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s